- Halo, halo... Dzie艅 dobry... Obud藕 si臋...
- Daj mi spok贸j!
- Kamila wstawaj, bo nie zd膮偶ysz do szko艂y!
- Nie id臋 do 偶adnej szko艂y!
- Je艣li za艣pisz i nie zd膮偶ysz do szko艂y, dostaniesz zakaz u偶ywania telefonu!
- To kupi臋 sobie nowy!
- Kupisz sobie nowy telefon, jak b臋dziesz mie膰 w艂asne pieni膮dze, a p贸ki co jeste艣 na naszym utrzymaniu. Wstawaj!
- Jeste艣 wredna mamo! Tak cholernie wredna...
- Nie przeci膮gaj struny i nie wyra偶aj si臋 tak! Za 30 minut widz臋 ci臋 na dole, na 艣niadaniu.
Dziewczyna zakry艂a si臋 ko艂dr膮 po sam czubek g艂owy.
- Jeszcze chocia偶 3 minuty - pomy艣la艂a.
Wstawanie do szko艂y by艂o dla niej najgorszym koszmarem - por贸wnywalnym z utrat膮 nowego iPhone'a.
Otwieraj膮c powoli oczy pokryte warstw膮 czarnej kontur贸wki, zacz臋艂a budzi膰 si臋 do 偶ycia. By艂 s艂oneczny czerwcowy poranek. Za oknem 膰wierka艂y ptaki, a poza ich odg艂osami by艂o cicho i spokojnie. Przeci膮gaj膮c si臋 jak kot na satynowej po艣cieli, ziewa艂a, drapi膮c si臋 w zgrabny po艣ladek. Si臋gn臋艂a po kom贸rk臋, aby sprawdzi膰, czy przypadkiem 偶adna kole偶anka nie napisa艂a z jak膮艣 niecierpi膮c膮 zw艂oki spraw膮, ale telefon wskazywa艂 tylko godzin臋 6:30. Usiad艂a na 艂贸偶ku, czochraj膮c si臋 po blond w艂osach, jakby kolonia wszy zaatakowa艂a jej skalp.
Podesz艂a do okna i gdy upewni艂a si臋, 偶e ogrodnik dzisiaj ma wolne, wyj臋艂a z torebki czerwonego marlboro. Zaci膮gaj膮c si臋 jak stary palacz, nas艂uchiwa艂a, czy przypadkiem matka nie idzie ponagli膰 jej na 艣niadanie, ale za drzwiami panowa艂a cisza. Gdyby matka dowiedzia艂a si臋, 偶e pali, mia艂aby na pewno kar臋 - nie tylko na telefon. Utrzymywa艂a rodzic贸w w przekonaniu, i偶 jest grzeczna jak Kr贸lewna 艢nie偶ka.
Gdy sko艅czy艂a, spryska艂a pomieszczenie nowymi perfumami Chanel, a niedopa艂ek zawin臋艂a w papier toaletowy i spu艣ci艂a w ubikacji. Podesz艂a do toaletki i zakl臋艂a na widok niezmytego makija偶u, o kt贸rym zapomnia艂a, k艂ad膮c si臋 spa膰. Zamiast si臋gn膮膰 po waciki i p艂yn mineralny, wzi臋艂a do r臋ki kredk臋 i poprawi艂a kontur oka niczym Picasso - podkolorowuj膮c powieki innym odcieniem, 偶eby nie by艂o, 偶e to ten sam look co wczoraj. Pow膮cha艂a kosmyk w艂os贸w, stwierdzaj膮c, 偶e nie jest tak 藕le, aby musia艂a my膰 g艂ow臋, wi臋c odkr臋ci艂a kurek i napu艣ci艂a wody do wanny z hydromasa偶em. Podesz艂a do ogromnej rozsuwanej szafy i zacz臋艂a przebiera膰 w galanterii niczym w ciucholandzie, z tym, 偶e niew艂a艣ciwe typy stroju l膮dowa艂y na pod艂odze za plecami, bo przecie偶 sprz膮taczki u艂o偶膮 wszystko z powrotem.
- Trzeba si臋 odstrzeli膰, 偶eby sobie suki nie my艣la艂y - pomy艣la艂a z przekor膮.
Po kilku minutach grzebania skompletowa艂a str贸j w postaci sk贸rzanych opi臋tych spodni od Versace i obcis艂ej bluzki z Zary opinaj膮cej jej kr膮g艂e piersi. Ca艂o艣膰 dope艂ni艂a sk贸rzana ramoneska od Elizabetty Franchi. Modnie.
Na hi-fi zapu艣ci艂a nowy kawa艂ek Beyonce, na艣laduj膮c przed lustrem ruchy z teledysku i przera藕liwie fa艂szuj膮c refren. Wygibasy wprawi艂y j膮 w lekk膮 zadyszk臋, wi臋c uda艂a si臋 z powrotem do 艂azienki, gdzie piana o ja艣minowym zapachu prawie wylewa艂a si臋 z wanny. Spi臋艂a w艂osy i wesz艂a do wody, sprawdzaj膮c, czy aby nie jest za gor膮ca ani za zimna. By艂a idealna.
- Ach...! Najmilsza cz臋艣膰 poranka.
Si臋gn臋艂a po maszynk臋 do golenia. Nie przestaj膮c zawodzi膰, zacz臋艂a od n贸g, ko艅cz膮c na 艂onie. Le偶a艂a w gor膮cej wodzie wspominaj膮c tamtego ch艂opaka. Zamkn膮wszy oczy, si臋gn臋艂a d艂oni膮 mi臋dzy nogi i zacz臋艂a si臋 onanizowa膰. Marzy艂a o jego muskulaturze i silnym u艣cisku. Wyobra偶a艂a sobie, jak bierze j膮, szarpi膮c za w艂osy. Ruchy palcami stawa艂y si臋 coraz szybsze. Z nadchodz膮cego orgazmu wyrwa艂 j膮 krzyk matki z do艂u.
- Kamila, po艣piesz si臋!
- No, id臋! Ju偶 id臋...! - wrzasn臋艂a wyrwana z rozkosznego stanu, po czym, nie doko艅czywszy igraszek, si臋gn臋艂a po r臋cznik z grubej frotte.
Wytar艂a opalone cia艂o i podesz艂a do toaletki. Delikatnie przeczesuj膮c fryzur臋 - aby przypadkiem nie zerwa膰 tulejek, na ko艅cu kt贸rych by艂y doczepione w艂osy - wpatrywa艂a si臋 w swoje odbicie w lustrze.
- Jestem taka pi臋kna - pomy艣la艂a nieskromnie. - Jeszcze tylko par臋 ruch贸w lok贸wk膮 i voila!
Ponaglana zn贸w przez Matk臋 szybko ubra艂a si臋 i, nie zapominaj膮c o telefonie, zbieg艂a po schodach do kuchni.
- No, dzie艅doberek m贸j 艣pioszku - rzek艂 ojciec znad gazety.
- Dobry... dobry... - odpar艂a z grymasem.
- Jak co dzie艅, pi臋knie wygl膮dasz.
- Dzi臋ki tato.
- Kamila jedz szybko, bo znowu sp贸藕nisz si臋 do szko艂y. Tak dobra uczennica jak ty nie mo偶e si臋 tak zachowywa膰 - ponagla艂a matka.
Dziewczyna si臋gn臋艂a po pieczywo, nak艂adaj膮c na kromk臋 ciemnego chleba kupk臋 jajecznicy z przepi贸rczych jaj z dodatkami w臋dzonego 艂ososia.
- Tatooo? A rozmawia艂e艣 ju偶 z lud藕mi z klubu?
- Z jakiego klubu? - odpar艂 ojciec z pytaj膮c膮 min膮.
- Helooo! Za ponad miesi膮c mam osiemnastk臋! Pami臋tasz?! - rzek艂a pretensjonalnie z pe艂n膮 buzi膮, wykonuj膮c przy tym dziwny ruch r臋k膮 i g艂ow膮, niczym kura.
- Aaa...! Pami臋tam, pami臋tam, c贸rciu. Na dniach b臋d臋 widzia艂 si臋 z managerem klubu i wszystko dopniemy. OK?
- OK... A dostan臋 wreszcie auto? Pami臋tasz, 偶e chc臋 nowego mercedesa, tego takiego ma艂ego, co z przodu wygl膮da prawie jak tw贸j. Wiesz.
- Masz na my艣li now膮 A-klas臋. Zobaczymy. - U艣miechn膮艂 si臋 ojciec, mrugaj膮c okiem. - Na razie jedz szybciej, bo szko艂a czeka, a nauka to pot臋gi klucz!
- Szkoda, 偶e ty w moim wieku si臋 nie uczy艂e艣...
- To by艂y inne czasy i jestem m臋偶czyzn膮... Poza tym nie m臋drkuj, bo dostaniesz hulajnog臋 z Tesco!
- Kamilciu, skarbie, ko艅cz, a ja ju偶 id臋 po samoch贸d do gara偶u - ponagla艂a ponownie matka, kompletuj膮c kluczyki i drobiazgi do torebki. - Pa, Robert! Widzimy si臋 wieczorem - rzuci艂a w stron臋 m臋偶a, na co ten tylko skin膮艂 g艂ow膮.
Przed will膮 czeka艂a matka - w najnowszym porsche panamera turbo na czarnych 21-calowych felgach. Mijaj膮c basen, przejecha艂y przez bram臋 otwieran膮 na pilota i uda艂y si臋 w kierunku prywatnego liceum og贸lnokszta艂c膮cego imienia Adama Mickiewicza. Mijaj膮c r贸wnie okaza艂e wille, wybudowane na osiedlu Ptasim, kobiety rozmawia艂y o modzie, tipsach i silikonowych piersiach, kt贸re Kamila chcia艂a sobie zrobi膰. Matka obieca艂a, 偶e porozmawia z ojcem i je艣li si臋 zgodzi, to um贸wi c贸rk臋 ze swoim chirurgiem plastycznym, co wywo艂a艂o niema艂y entuzjazm u dziewczyny. Mijaj膮c przedmie艣cie, zajecha艂y pod og贸lniak.
- Jak wr贸cisz do domu, to pani Zosia zrobi ci obiad, a ja jad臋 do salonu. We藕 taks贸wk臋, bo nie dam rady po ciebie przyjecha膰. Pa!
- Mamo, nie zapomnia艂a艣 o czym艣?
- Aha, pieni膮dze! Booo偶e, nie mam przy sobie got贸wki. We藕 jedn膮 z moich kart kredytowych.
- Dzi臋ki. Pa, pa! - trzasn臋艂a drzwiami.
Liceum, do kt贸rego ucz臋szcza艂a Kamila, by艂o typow膮 prywatn膮 szko艂膮 bogatych dzieci ogromnie bogatych rodzic贸w. Jak w ka偶dej tego typu szkole czy uczelni najwa偶niejszym elementem nie by艂a nauka, a zdobyte koneksje. Zdobyte uk艂ady, po zako艅czeniu edukacji, usytuuj膮 pociechy na wysokim - kierowniczym stanowisku, b膮d藕 pozwol膮 na zarz膮dzanie rodzinnym maj膮tkiem. Uczniowie byli rozwydrzeni, do czego nauczyciele - zaspokajani grubymi kopertami, aby nauka toczy艂a si臋 prawid艂owym torem - przywykli. Ch艂opcy stylizowali si臋 na w艂a艣cicieli jacht贸w, a dziewczynki by艂y szykowne niczym modelki. Panowa艂a ostra konkurencja na zasadzie, kto ma lepsze ciuchy i kto ma wi臋cej kieszonkowego w portfelu. Wszyscy byli ''bananowymi'' dzieciakami udaj膮cymi doros艂ych ludzi.
Kamila, zamiast do klasy, uda艂a si臋 prosto do damskiej toalety. Ka偶dy dzie艅 lekcyjny rozpoczyna艂 si臋 rytualnie od papierosa, b膮d藕 skr臋ta z marihuany, a w oparach dymu kole偶anki wymienia艂y si臋 anegdotami i plotkami. Oczywi艣cie w toalecie panowa艂a selekcja i "cipowate" - jak je nazywa艂y - grzeczne dziewczynki nie mia艂y do niej wst臋pu. Tego dnia znajdowa艂o si臋 w niej kilka grupek uczennic.
- No, siemaaa!
- No, heej! - Rzuci艂y si臋 sobie na szyj臋, klaszcz膮c d艂o艅mi i podskakuj膮c jak pi艂eczki.
- Opowiadajcie, co tam u was!
- Aaa... ja mam przejebane po ostatniej imprezie, jak wr贸ci艂am z obrzyganymi w艂osami do domu. Ojciec si臋 tak wkurwi艂, 偶e prawie zabra艂 mi telefon, ale sko艅czy艂o si臋 na kilkudniowym uci臋ciu kieszonkowego. No, i mam ciot臋... - relacjonowa艂a Magda z klasy Kamili.
- No, co ty gadasz?! Przecie偶 jak si臋 rozsta艂y艣my, to wygl膮da艂a艣 ca艂kiem trze藕wo - odpar艂a skonsternowana Kamila.
- Wiem, ale ten mefedron mia艂 jaki艣 op贸藕niony zap艂on, chyba, bo w taryfie mia艂am straszny helikopter. A mo偶e to po tych pigu艂ach...? - zastanawia艂a si臋 Magda.
- Na nast臋pny raz musimy sobie za艂atwi膰 kok臋, bo mnie te偶 prawie nakryli. Stara 艣wieci艂a mi po oczach latark膮 ha, ha, ha! - szydzi艂a Kamila - ale jest na tyle niekumata, 偶e 艣ciemni艂am, 偶e to od dymu w klubie. Czujesz? - nabija艂a si臋 z matki.
- No raczej, raczej.
- A ty, Basia? Robi艂a艣 test ci膮偶owy? - zapyta艂y prawie ch贸rem Kamila i Magda.
- Robi艂am i na szcz臋艣cie nic nie wysz艂o. Przecie偶 starzy ujebaliby mi g艂ow臋, jakbym przytaszczy艂a bachora. Masakra! Ten bojek chyba strzela艂 艣lepakami, bo doszed艂 we mnie, a偶 mi si臋 po nogach la艂o ca艂y wiecz贸r! - rechota艂a Basia. - Ale fajny by艂... Zer偶n膮艂 mnie jak trzeba.
Na s艂owo ''r偶ni臋cie'' znowu zacz臋艂y si臋 chichra膰 i podskakiwa膰 jak pi艂ki pingpongowe, klaszcz膮c d艂o艅mi jak foki p艂etwami.
- A co ja tutaj maaaam?! - zapyta艂a retorycznie Magda, machaj膮c skr臋tem z marihuany.
- No, pierdolisz! Sk膮d masz? - zapyta艂a Kamila.
- Brat mi da艂. Podobno dobrze kopie.
- To dawaj, odpalaj stara, bo mi chuj od matmy zaraz b臋dzie pierdoli艂, 偶e znowu si臋 sp贸藕niam, pryk jebany - ponagli艂a Basia, wyrywaj膮c skr臋ta z d艂oni Magdy.
- Ej, dziewczyny, a mo偶e p贸jdziemy dzisiaj gdzie艣 na wagary?! - zaproponowa艂a Kamila. - Mam kart臋 od mamy, wi臋c mo偶emy zaszale膰 - kusi艂a, wymachuj膮c z艂ot膮 kart膮 kredytow膮 matki.
- Mi nie musisz powtarza膰 - skwitowa艂a Basia, odpalaj膮c jointa.
Nie przejmuj膮c si臋 ewentualn膮 kontrol膮 nauczycieli, dziewczyny doko艅czy艂y skr臋ta i niczym zjarane Anio艂ki Charliego wysz艂y ze szko艂y. Dy偶urnemu pilnuj膮cemu drzwi zostawi艂y st贸w臋, uczulaj膮c go, 偶e jakby kto艣 pyta艂, "zatru艂y si臋 i posz艂y do domu".
Magda, jako 偶e by艂a kilka miesi臋cy starsza, na osiemnaste urodziny dosta艂a nowiutkie bia艂e audi A4. Zaprosi艂a kole偶anki do wn臋trza samochodu, po czym z piskiem opon odjecha艂y spod szko艂y w kierunku centrum.
- To gdzie jedziemy? - zapyta艂a Magda.
- Jed藕my do Silesii na jaki艣 shopping, a p贸藕niej zobaczymy - zaproponowa艂a Kamila z oczami jak chi艅czyk.
- Hu, huuu! - krzykn臋艂a Basia, pog艂a艣niaj膮c utw贸r graj膮cy w samochodowym odtwarzaczu.
"If you a bad bitch put your hands up high, hands up high, hands up high''- na te s艂owa dziewczyny unios艂y r臋ce w g贸r臋, wymachuj膮c do rytmu.
- Kocham was, wy suuukiiii! - wrzasn臋艂a Magda, dociskaj膮c peda艂 gazu.
- Daj mi spok贸j!
- Kamila wstawaj, bo nie zd膮偶ysz do szko艂y!
- Nie id臋 do 偶adnej szko艂y!
- Je艣li za艣pisz i nie zd膮偶ysz do szko艂y, dostaniesz zakaz u偶ywania telefonu!
- To kupi臋 sobie nowy!
- Kupisz sobie nowy telefon, jak b臋dziesz mie膰 w艂asne pieni膮dze, a p贸ki co jeste艣 na naszym utrzymaniu. Wstawaj!
- Jeste艣 wredna mamo! Tak cholernie wredna...
- Nie przeci膮gaj struny i nie wyra偶aj si臋 tak! Za 30 minut widz臋 ci臋 na dole, na 艣niadaniu.
Dziewczyna zakry艂a si臋 ko艂dr膮 po sam czubek g艂owy.
- Jeszcze chocia偶 3 minuty - pomy艣la艂a.
Wstawanie do szko艂y by艂o dla niej najgorszym koszmarem - por贸wnywalnym z utrat膮 nowego iPhone'a.
Otwieraj膮c powoli oczy pokryte warstw膮 czarnej kontur贸wki, zacz臋艂a budzi膰 si臋 do 偶ycia. By艂 s艂oneczny czerwcowy poranek. Za oknem 膰wierka艂y ptaki, a poza ich odg艂osami by艂o cicho i spokojnie. Przeci膮gaj膮c si臋 jak kot na satynowej po艣cieli, ziewa艂a, drapi膮c si臋 w zgrabny po艣ladek. Si臋gn臋艂a po kom贸rk臋, aby sprawdzi膰, czy przypadkiem 偶adna kole偶anka nie napisa艂a z jak膮艣 niecierpi膮c膮 zw艂oki spraw膮, ale telefon wskazywa艂 tylko godzin臋 6:30. Usiad艂a na 艂贸偶ku, czochraj膮c si臋 po blond w艂osach, jakby kolonia wszy zaatakowa艂a jej skalp.
Podesz艂a do okna i gdy upewni艂a si臋, 偶e ogrodnik dzisiaj ma wolne, wyj臋艂a z torebki czerwonego marlboro. Zaci膮gaj膮c si臋 jak stary palacz, nas艂uchiwa艂a, czy przypadkiem matka nie idzie ponagli膰 jej na 艣niadanie, ale za drzwiami panowa艂a cisza. Gdyby matka dowiedzia艂a si臋, 偶e pali, mia艂aby na pewno kar臋 - nie tylko na telefon. Utrzymywa艂a rodzic贸w w przekonaniu, i偶 jest grzeczna jak Kr贸lewna 艢nie偶ka.
Gdy sko艅czy艂a, spryska艂a pomieszczenie nowymi perfumami Chanel, a niedopa艂ek zawin臋艂a w papier toaletowy i spu艣ci艂a w ubikacji. Podesz艂a do toaletki i zakl臋艂a na widok niezmytego makija偶u, o kt贸rym zapomnia艂a, k艂ad膮c si臋 spa膰. Zamiast si臋gn膮膰 po waciki i p艂yn mineralny, wzi臋艂a do r臋ki kredk臋 i poprawi艂a kontur oka niczym Picasso - podkolorowuj膮c powieki innym odcieniem, 偶eby nie by艂o, 偶e to ten sam look co wczoraj. Pow膮cha艂a kosmyk w艂os贸w, stwierdzaj膮c, 偶e nie jest tak 藕le, aby musia艂a my膰 g艂ow臋, wi臋c odkr臋ci艂a kurek i napu艣ci艂a wody do wanny z hydromasa偶em. Podesz艂a do ogromnej rozsuwanej szafy i zacz臋艂a przebiera膰 w galanterii niczym w ciucholandzie, z tym, 偶e niew艂a艣ciwe typy stroju l膮dowa艂y na pod艂odze za plecami, bo przecie偶 sprz膮taczki u艂o偶膮 wszystko z powrotem.
- Trzeba si臋 odstrzeli膰, 偶eby sobie suki nie my艣la艂y - pomy艣la艂a z przekor膮.
Po kilku minutach grzebania skompletowa艂a str贸j w postaci sk贸rzanych opi臋tych spodni od Versace i obcis艂ej bluzki z Zary opinaj膮cej jej kr膮g艂e piersi. Ca艂o艣膰 dope艂ni艂a sk贸rzana ramoneska od Elizabetty Franchi. Modnie.
Na hi-fi zapu艣ci艂a nowy kawa艂ek Beyonce, na艣laduj膮c przed lustrem ruchy z teledysku i przera藕liwie fa艂szuj膮c refren. Wygibasy wprawi艂y j膮 w lekk膮 zadyszk臋, wi臋c uda艂a si臋 z powrotem do 艂azienki, gdzie piana o ja艣minowym zapachu prawie wylewa艂a si臋 z wanny. Spi臋艂a w艂osy i wesz艂a do wody, sprawdzaj膮c, czy aby nie jest za gor膮ca ani za zimna. By艂a idealna.
- Ach...! Najmilsza cz臋艣膰 poranka.
Si臋gn臋艂a po maszynk臋 do golenia. Nie przestaj膮c zawodzi膰, zacz臋艂a od n贸g, ko艅cz膮c na 艂onie. Le偶a艂a w gor膮cej wodzie wspominaj膮c tamtego ch艂opaka. Zamkn膮wszy oczy, si臋gn臋艂a d艂oni膮 mi臋dzy nogi i zacz臋艂a si臋 onanizowa膰. Marzy艂a o jego muskulaturze i silnym u艣cisku. Wyobra偶a艂a sobie, jak bierze j膮, szarpi膮c za w艂osy. Ruchy palcami stawa艂y si臋 coraz szybsze. Z nadchodz膮cego orgazmu wyrwa艂 j膮 krzyk matki z do艂u.
- Kamila, po艣piesz si臋!
- No, id臋! Ju偶 id臋...! - wrzasn臋艂a wyrwana z rozkosznego stanu, po czym, nie doko艅czywszy igraszek, si臋gn臋艂a po r臋cznik z grubej frotte.
Wytar艂a opalone cia艂o i podesz艂a do toaletki. Delikatnie przeczesuj膮c fryzur臋 - aby przypadkiem nie zerwa膰 tulejek, na ko艅cu kt贸rych by艂y doczepione w艂osy - wpatrywa艂a si臋 w swoje odbicie w lustrze.
- Jestem taka pi臋kna - pomy艣la艂a nieskromnie. - Jeszcze tylko par臋 ruch贸w lok贸wk膮 i voila!
Ponaglana zn贸w przez Matk臋 szybko ubra艂a si臋 i, nie zapominaj膮c o telefonie, zbieg艂a po schodach do kuchni.
- No, dzie艅doberek m贸j 艣pioszku - rzek艂 ojciec znad gazety.
- Dobry... dobry... - odpar艂a z grymasem.
- Jak co dzie艅, pi臋knie wygl膮dasz.
- Dzi臋ki tato.
- Kamila jedz szybko, bo znowu sp贸藕nisz si臋 do szko艂y. Tak dobra uczennica jak ty nie mo偶e si臋 tak zachowywa膰 - ponagla艂a matka.
Dziewczyna si臋gn臋艂a po pieczywo, nak艂adaj膮c na kromk臋 ciemnego chleba kupk臋 jajecznicy z przepi贸rczych jaj z dodatkami w臋dzonego 艂ososia.
- Tatooo? A rozmawia艂e艣 ju偶 z lud藕mi z klubu?
- Z jakiego klubu? - odpar艂 ojciec z pytaj膮c膮 min膮.
- Helooo! Za ponad miesi膮c mam osiemnastk臋! Pami臋tasz?! - rzek艂a pretensjonalnie z pe艂n膮 buzi膮, wykonuj膮c przy tym dziwny ruch r臋k膮 i g艂ow膮, niczym kura.
- Aaa...! Pami臋tam, pami臋tam, c贸rciu. Na dniach b臋d臋 widzia艂 si臋 z managerem klubu i wszystko dopniemy. OK?
- OK... A dostan臋 wreszcie auto? Pami臋tasz, 偶e chc臋 nowego mercedesa, tego takiego ma艂ego, co z przodu wygl膮da prawie jak tw贸j. Wiesz.
- Masz na my艣li now膮 A-klas臋. Zobaczymy. - U艣miechn膮艂 si臋 ojciec, mrugaj膮c okiem. - Na razie jedz szybciej, bo szko艂a czeka, a nauka to pot臋gi klucz!
- Szkoda, 偶e ty w moim wieku si臋 nie uczy艂e艣...
- To by艂y inne czasy i jestem m臋偶czyzn膮... Poza tym nie m臋drkuj, bo dostaniesz hulajnog臋 z Tesco!
- Kamilciu, skarbie, ko艅cz, a ja ju偶 id臋 po samoch贸d do gara偶u - ponagla艂a ponownie matka, kompletuj膮c kluczyki i drobiazgi do torebki. - Pa, Robert! Widzimy si臋 wieczorem - rzuci艂a w stron臋 m臋偶a, na co ten tylko skin膮艂 g艂ow膮.
Przed will膮 czeka艂a matka - w najnowszym porsche panamera turbo na czarnych 21-calowych felgach. Mijaj膮c basen, przejecha艂y przez bram臋 otwieran膮 na pilota i uda艂y si臋 w kierunku prywatnego liceum og贸lnokszta艂c膮cego imienia Adama Mickiewicza. Mijaj膮c r贸wnie okaza艂e wille, wybudowane na osiedlu Ptasim, kobiety rozmawia艂y o modzie, tipsach i silikonowych piersiach, kt贸re Kamila chcia艂a sobie zrobi膰. Matka obieca艂a, 偶e porozmawia z ojcem i je艣li si臋 zgodzi, to um贸wi c贸rk臋 ze swoim chirurgiem plastycznym, co wywo艂a艂o niema艂y entuzjazm u dziewczyny. Mijaj膮c przedmie艣cie, zajecha艂y pod og贸lniak.
- Jak wr贸cisz do domu, to pani Zosia zrobi ci obiad, a ja jad臋 do salonu. We藕 taks贸wk臋, bo nie dam rady po ciebie przyjecha膰. Pa!
- Mamo, nie zapomnia艂a艣 o czym艣?
- Aha, pieni膮dze! Booo偶e, nie mam przy sobie got贸wki. We藕 jedn膮 z moich kart kredytowych.
- Dzi臋ki. Pa, pa! - trzasn臋艂a drzwiami.
Liceum, do kt贸rego ucz臋szcza艂a Kamila, by艂o typow膮 prywatn膮 szko艂膮 bogatych dzieci ogromnie bogatych rodzic贸w. Jak w ka偶dej tego typu szkole czy uczelni najwa偶niejszym elementem nie by艂a nauka, a zdobyte koneksje. Zdobyte uk艂ady, po zako艅czeniu edukacji, usytuuj膮 pociechy na wysokim - kierowniczym stanowisku, b膮d藕 pozwol膮 na zarz膮dzanie rodzinnym maj膮tkiem. Uczniowie byli rozwydrzeni, do czego nauczyciele - zaspokajani grubymi kopertami, aby nauka toczy艂a si臋 prawid艂owym torem - przywykli. Ch艂opcy stylizowali si臋 na w艂a艣cicieli jacht贸w, a dziewczynki by艂y szykowne niczym modelki. Panowa艂a ostra konkurencja na zasadzie, kto ma lepsze ciuchy i kto ma wi臋cej kieszonkowego w portfelu. Wszyscy byli ''bananowymi'' dzieciakami udaj膮cymi doros艂ych ludzi.
Kamila, zamiast do klasy, uda艂a si臋 prosto do damskiej toalety. Ka偶dy dzie艅 lekcyjny rozpoczyna艂 si臋 rytualnie od papierosa, b膮d藕 skr臋ta z marihuany, a w oparach dymu kole偶anki wymienia艂y si臋 anegdotami i plotkami. Oczywi艣cie w toalecie panowa艂a selekcja i "cipowate" - jak je nazywa艂y - grzeczne dziewczynki nie mia艂y do niej wst臋pu. Tego dnia znajdowa艂o si臋 w niej kilka grupek uczennic.
- No, siemaaa!
- No, heej! - Rzuci艂y si臋 sobie na szyj臋, klaszcz膮c d艂o艅mi i podskakuj膮c jak pi艂eczki.
- Opowiadajcie, co tam u was!
- Aaa... ja mam przejebane po ostatniej imprezie, jak wr贸ci艂am z obrzyganymi w艂osami do domu. Ojciec si臋 tak wkurwi艂, 偶e prawie zabra艂 mi telefon, ale sko艅czy艂o si臋 na kilkudniowym uci臋ciu kieszonkowego. No, i mam ciot臋... - relacjonowa艂a Magda z klasy Kamili.
- No, co ty gadasz?! Przecie偶 jak si臋 rozsta艂y艣my, to wygl膮da艂a艣 ca艂kiem trze藕wo - odpar艂a skonsternowana Kamila.
- Wiem, ale ten mefedron mia艂 jaki艣 op贸藕niony zap艂on, chyba, bo w taryfie mia艂am straszny helikopter. A mo偶e to po tych pigu艂ach...? - zastanawia艂a si臋 Magda.
- Na nast臋pny raz musimy sobie za艂atwi膰 kok臋, bo mnie te偶 prawie nakryli. Stara 艣wieci艂a mi po oczach latark膮 ha, ha, ha! - szydzi艂a Kamila - ale jest na tyle niekumata, 偶e 艣ciemni艂am, 偶e to od dymu w klubie. Czujesz? - nabija艂a si臋 z matki.
- No raczej, raczej.
- A ty, Basia? Robi艂a艣 test ci膮偶owy? - zapyta艂y prawie ch贸rem Kamila i Magda.
- Robi艂am i na szcz臋艣cie nic nie wysz艂o. Przecie偶 starzy ujebaliby mi g艂ow臋, jakbym przytaszczy艂a bachora. Masakra! Ten bojek chyba strzela艂 艣lepakami, bo doszed艂 we mnie, a偶 mi si臋 po nogach la艂o ca艂y wiecz贸r! - rechota艂a Basia. - Ale fajny by艂... Zer偶n膮艂 mnie jak trzeba.
Na s艂owo ''r偶ni臋cie'' znowu zacz臋艂y si臋 chichra膰 i podskakiwa膰 jak pi艂ki pingpongowe, klaszcz膮c d艂o艅mi jak foki p艂etwami.
- A co ja tutaj maaaam?! - zapyta艂a retorycznie Magda, machaj膮c skr臋tem z marihuany.
- No, pierdolisz! Sk膮d masz? - zapyta艂a Kamila.
- Brat mi da艂. Podobno dobrze kopie.
- To dawaj, odpalaj stara, bo mi chuj od matmy zaraz b臋dzie pierdoli艂, 偶e znowu si臋 sp贸藕niam, pryk jebany - ponagli艂a Basia, wyrywaj膮c skr臋ta z d艂oni Magdy.
- Ej, dziewczyny, a mo偶e p贸jdziemy dzisiaj gdzie艣 na wagary?! - zaproponowa艂a Kamila. - Mam kart臋 od mamy, wi臋c mo偶emy zaszale膰 - kusi艂a, wymachuj膮c z艂ot膮 kart膮 kredytow膮 matki.
- Mi nie musisz powtarza膰 - skwitowa艂a Basia, odpalaj膮c jointa.
Nie przejmuj膮c si臋 ewentualn膮 kontrol膮 nauczycieli, dziewczyny doko艅czy艂y skr臋ta i niczym zjarane Anio艂ki Charliego wysz艂y ze szko艂y. Dy偶urnemu pilnuj膮cemu drzwi zostawi艂y st贸w臋, uczulaj膮c go, 偶e jakby kto艣 pyta艂, "zatru艂y si臋 i posz艂y do domu".
Magda, jako 偶e by艂a kilka miesi臋cy starsza, na osiemnaste urodziny dosta艂a nowiutkie bia艂e audi A4. Zaprosi艂a kole偶anki do wn臋trza samochodu, po czym z piskiem opon odjecha艂y spod szko艂y w kierunku centrum.
- To gdzie jedziemy? - zapyta艂a Magda.
- Jed藕my do Silesii na jaki艣 shopping, a p贸藕niej zobaczymy - zaproponowa艂a Kamila z oczami jak chi艅czyk.
- Hu, huuu! - krzykn臋艂a Basia, pog艂a艣niaj膮c utw贸r graj膮cy w samochodowym odtwarzaczu.
"If you a bad bitch put your hands up high, hands up high, hands up high''- na te s艂owa dziewczyny unios艂y r臋ce w g贸r臋, wymachuj膮c do rytmu.
- Kocham was, wy suuukiiii! - wrzasn臋艂a Magda, dociskaj膮c peda艂 gazu.