Lolita

- Halo, halo... Dzień dobry... Obudź się...
- Daj mi spokój!
- Kamila wstawaj, bo nie zdążysz do szkoły!
- Nie idę do żadnej szkoły!
- Jeśli zaśpisz i nie zdążysz do szkoły, dostaniesz zakaz używania telefonu!
- To kupię sobie nowy!
- Kupisz sobie nowy telefon, jak będziesz mieć własne pieniądze, a póki co jesteś na naszym utrzymaniu. Wstawaj!
- Jesteś wredna mamo! Tak cholernie wredna...
- Nie przeciągaj struny i nie wyrażaj się tak! Za 30 minut widzę cię na dole, na śniadaniu.
Dziewczyna zakryła się kołdrą po sam czubek głowy.
- Jeszcze chociaż 3 minuty - pomyślała.
Wstawanie do szkoły było dla niej najgorszym koszmarem - porównywalnym z utratą nowego iPhone'a.
Otwierając powoli oczy pokryte warstwą czarnej konturówki, zaczęła budzić się do życia. Był słoneczny czerwcowy poranek. Za oknem ćwierkały ptaki, a poza ich odgłosami było cicho i spokojnie. Przeciągając się jak kot na satynowej pościeli, ziewała, drapiąc się w zgrabny pośladek. Sięgnęła po komórkę, aby sprawdzić, czy przypadkiem żadna koleżanka nie napisała z jakąś niecierpiącą zwłoki sprawą, ale telefon wskazywał tylko godzinę 6:30. Usiadła na łóżku, czochrając się po blond włosach, jakby kolonia wszy zaatakowała jej skalp.
Podeszła do okna i gdy upewniła się, że ogrodnik dzisiaj ma wolne, wyjęła z torebki czerwonego marlboro. Zaciągając się jak stary palacz, nasłuchiwała, czy przypadkiem matka nie idzie ponaglić jej na śniadanie, ale za drzwiami panowała cisza. Gdyby matka dowiedziała się, że pali, miałaby na pewno karę - nie tylko na telefon. Utrzymywała rodziców w przekonaniu, iż jest grzeczna jak Królewna Śnieżka.
Gdy skończyła, spryskała pomieszczenie nowymi perfumami Chanel, a niedopałek zawinęła w papier toaletowy i spuściła w ubikacji. Podeszła do toaletki i zaklęła na widok niezmytego makijażu, o którym zapomniała, kładąc się spać. Zamiast sięgnąć po waciki i płyn mineralny, wzięła do ręki kredkę i poprawiła kontur oka niczym Picasso - podkolorowując powieki innym odcieniem, żeby nie było, że to ten sam look co wczoraj. Powąchała kosmyk włosów, stwierdzając, że nie jest tak źle, aby musiała myć głowę, więc odkręciła kurek i napuściła wody do wanny z hydromasażem. Podeszła do ogromnej rozsuwanej szafy i zaczęła przebierać w galanterii niczym w ciucholandzie, z tym, że niewłaściwe typy stroju lądowały na podłodze za plecami, bo przecież sprzątaczki ułożą wszystko z powrotem.
- Trzeba się odstrzelić, żeby sobie suki nie myślały - pomyślała z przekorą.
Po kilku minutach grzebania skompletowała strój w postaci skórzanych opiętych spodni od Versace i obcisłej bluzki z Zary opinającej jej krągłe piersi. Całość dopełniła skórzana ramoneska od Elizabetty Franchi. Modnie.
Na hi-fi zapuściła nowy kawałek Beyonce, naśladując przed lustrem ruchy z teledysku i przeraźliwie fałszując refren. Wygibasy wprawiły ją w lekką zadyszkę, więc udała się z powrotem do łazienki, gdzie piana o jaśminowym zapachu prawie wylewała się z wanny. Spięła włosy i weszła do wody, sprawdzając, czy aby nie jest za gorąca ani za zimna. Była idealna.
- Ach...! Najmilsza część poranka.
Sięgnęła po maszynkę do golenia. Nie przestając zawodzić, zaczęła od nóg, kończąc na łonie. Leżała w gorącej wodzie wspominając tamtego chłopaka. Zamknąwszy oczy, sięgnęła dłonią między nogi i zaczęła się onanizować. Marzyła o jego muskulaturze i silnym uścisku. Wyobrażała sobie, jak bierze ją, szarpiąc za włosy. Ruchy palcami stawały się coraz szybsze. Z nadchodzącego orgazmu wyrwał ją krzyk matki z dołu.
- Kamila, pośpiesz się!
- No, idę! Już idę...! - wrzasnęła wyrwana z rozkosznego stanu, po czym, nie dokończywszy igraszek, sięgnęła po ręcznik z grubej frotte.
Wytarła opalone ciało i podeszła do toaletki. Delikatnie przeczesując fryzurę - aby przypadkiem nie zerwać tulejek, na końcu których były doczepione włosy - wpatrywała się w swoje odbicie w lustrze.
- Jestem taka piękna - pomyślała nieskromnie. - Jeszcze tylko parę ruchów lokówką i voila!
Ponaglana znów przez Matkę szybko ubrała się i, nie zapominając o telefonie, zbiegła po schodach do kuchni.
- No, dzieńdoberek mój śpioszku - rzekł ojciec znad gazety.
- Dobry... dobry... - odparła z grymasem.
- Jak co dzień, pięknie wyglądasz.
- Dzięki tato.
- Kamila jedz szybko, bo znowu spóźnisz się do szkoły. Tak dobra uczennica jak ty nie może się tak zachowywać - ponaglała matka.
Dziewczyna sięgnęła po pieczywo, nakładając na kromkę ciemnego chleba kupkę jajecznicy z przepiórczych jaj z dodatkami wędzonego łososia.
- Tatooo? A rozmawiałeś już z ludźmi z klubu?
- Z jakiego klubu? - odparł ojciec z pytającą miną.
- Helooo! Za ponad miesiąc mam osiemnastkę! Pamiętasz?! - rzekła pretensjonalnie z pełną buzią, wykonując przy tym dziwny ruch ręką i głową, niczym kura.
- Aaa...! Pamiętam, pamiętam, córciu. Na dniach będę widział się z managerem klubu i wszystko dopniemy. OK?
- OK... A dostanę wreszcie auto? Pamiętasz, że chcę nowego mercedesa, tego takiego małego, co z przodu wygląda prawie jak twój. Wiesz.
- Masz na myśli nową A-klasę. Zobaczymy. - Uśmiechnął się ojciec, mrugając okiem. - Na razie jedz szybciej, bo szkoła czeka, a nauka to potęgi klucz!
- Szkoda, że ty w moim wieku się nie uczyłeś...
- To były inne czasy i jestem mężczyzną... Poza tym nie mędrkuj, bo dostaniesz hulajnogę z Tesco!
- Kamilciu, skarbie, kończ, a ja już idę po samochód do garażu - ponaglała ponownie matka, kompletując kluczyki i drobiazgi do torebki. - Pa, Robert! Widzimy się wieczorem - rzuciła w stronę męża, na co ten tylko skinął głową.
Przed willą czekała matka - w najnowszym porsche panamera turbo na czarnych 21-calowych felgach. Mijając basen, przejechały przez bramę otwieraną na pilota i udały się w kierunku prywatnego liceum ogólnokształcącego imienia Adama Mickiewicza. Mijając równie okazałe wille, wybudowane na osiedlu Ptasim, kobiety rozmawiały o modzie, tipsach i silikonowych piersiach, które Kamila chciała sobie zrobić. Matka obiecała, że porozmawia z ojcem i jeśli się zgodzi, to umówi córkę ze swoim chirurgiem plastycznym, co wywołało niemały entuzjazm u dziewczyny. Mijając przedmieście, zajechały pod ogólniak.
- Jak wrócisz do domu, to pani Zosia zrobi ci obiad, a ja jadę do salonu. Weź taksówkę, bo nie dam rady po ciebie przyjechać. Pa!
- Mamo, nie zapomniałaś o czymś?
- Aha, pieniądze! Boooże, nie mam przy sobie gotówki. Weź jedną z moich kart kredytowych.
- Dzięki. Pa, pa! - trzasnęła drzwiami.
Liceum, do którego uczęszczała Kamila, było typową prywatną szkołą bogatych dzieci ogromnie bogatych rodziców. Jak w każdej tego typu szkole czy uczelni najważniejszym elementem nie była nauka, a zdobyte koneksje. Zdobyte układy, po zakończeniu edukacji, usytuują pociechy na wysokim - kierowniczym stanowisku, bądź pozwolą na zarządzanie rodzinnym majątkiem. Uczniowie byli rozwydrzeni, do czego nauczyciele - zaspokajani grubymi kopertami, aby nauka toczyła się prawidłowym torem - przywykli. Chłopcy stylizowali się na właścicieli jachtów, a dziewczynki były szykowne niczym modelki. Panowała ostra konkurencja na zasadzie, kto ma lepsze ciuchy i kto ma więcej kieszonkowego w portfelu. Wszyscy byli ''bananowymi'' dzieciakami udającymi dorosłych ludzi.
Kamila, zamiast do klasy, udała się prosto do damskiej toalety. Każdy dzień lekcyjny rozpoczynał się rytualnie od papierosa, bądź skręta z marihuany, a w oparach dymu koleżanki wymieniały się anegdotami i plotkami. Oczywiście w toalecie panowała selekcja i "cipowate" - jak je nazywały - grzeczne dziewczynki nie miały do niej wstępu. Tego dnia znajdowało się w niej kilka grupek uczennic.
- No, siemaaa!
- No, heej! - Rzuciły się sobie na szyję, klaszcząc dłońmi i podskakując jak piłeczki.
- Opowiadajcie, co tam u was!
- Aaa... ja mam przejebane po ostatniej imprezie, jak wróciłam z obrzyganymi włosami do domu. Ojciec się tak wkurwił, że prawie zabrał mi telefon, ale skończyło się na kilkudniowym ucięciu kieszonkowego. No, i mam ciotę... - relacjonowała Magda z klasy Kamili.
- No, co ty gadasz?! Przecież jak się rozstałyśmy, to wyglądałaś całkiem trzeźwo - odparła skonsternowana Kamila.
- Wiem, ale ten mefedron miał jakiś opóźniony zapłon, chyba, bo w taryfie miałam straszny helikopter. A może to po tych pigułach...? - zastanawiała się Magda.
- Na następny raz musimy sobie załatwić kokę, bo mnie też prawie nakryli. Stara świeciła mi po oczach latarką ha, ha, ha! - szydziła Kamila - ale jest na tyle niekumata, że ściemniłam, że to od dymu w klubie. Czujesz? - nabijała się z matki.
- No raczej, raczej.
- A ty, Basia? Robiłaś test ciążowy? - zapytały prawie chórem Kamila i Magda.
- Robiłam i na szczęście nic nie wyszło. Przecież starzy ujebaliby mi głowę, jakbym przytaszczyła bachora. Masakra! Ten bojek chyba strzelał ślepakami, bo doszedł we mnie, aż mi się po nogach lało cały wieczór! - rechotała Basia. - Ale fajny był... Zerżnął mnie jak trzeba.
Na słowo ''rżnięcie'' znowu zaczęły się chichrać i podskakiwać jak piłki pingpongowe, klaszcząc dłońmi jak foki płetwami.
- A co ja tutaj maaaam?! - zapytała retorycznie Magda, machając skrętem z marihuany.
- No, pierdolisz! Skąd masz? - zapytała Kamila.
- Brat mi dał. Podobno dobrze kopie.
- To dawaj, odpalaj stara, bo mi chuj od matmy zaraz będzie pierdolił, że znowu się spóźniam, pryk jebany - ponagliła Basia, wyrywając skręta z dłoni Magdy.
- Ej, dziewczyny, a może pójdziemy dzisiaj gdzieś na wagary?! - zaproponowała Kamila. - Mam kartę od mamy, więc możemy zaszaleć - kusiła, wymachując złotą kartą kredytową matki.
- Mi nie musisz powtarzać - skwitowała Basia, odpalając jointa.
Nie przejmując się ewentualną kontrolą nauczycieli, dziewczyny dokończyły skręta i niczym zjarane Aniołki Charliego wyszły ze szkoły. Dyżurnemu pilnującemu drzwi zostawiły stówę, uczulając go, że jakby ktoś pytał, "zatruły się i poszły do domu".
Magda, jako że była kilka miesięcy starsza, na osiemnaste urodziny dostała nowiutkie białe audi A4. Zaprosiła koleżanki do wnętrza samochodu, po czym z piskiem opon odjechały spod szkoły w kierunku centrum.
- To gdzie jedziemy? - zapytała Magda.
- Jedźmy do Silesii na jakiś shopping, a później zobaczymy - zaproponowała Kamila z oczami jak chińczyk.
- Hu, huuu! - krzyknęła Basia, pogłaśniając utwór grający w samochodowym odtwarzaczu.
"If you a bad bitch put your hands up high, hands up high, hands up high''- na te słowa dziewczyny uniosły ręce w górę, wymachując do rytmu.
- Kocham was, wy suuukiiii! - wrzasnęła Magda, dociskając pedał gazu.

Share:

0 komentarze